Jako, że
UnSigner nie zawsze, a najczęściej nigdy, nie chciał ze mną współpracować (szczegóły walk po dżentelmeńsku pominę) szukałem innego rozwiązania "problemu niechcianych podpisów".
I oto znalazłem - nieco tuningowany
UnSigner autorstwa, o ile się nie mylę, również
Baniaczka. Koniec z manewrami w konsoli i kopiowaniem
UnSignera w różne dziwne miejsca systemu...
Archiwum można wypakować gdziekolwiek. Do powstałego folderu wrzucamy obrabiane plik(i), uruchamiamy
batchUnsign.bat i już.
Zdejmuje podpisy ze wszystkiego.
Tego co prawda akurat nie próbowałem jeszcze, ale podejrzewam, że graffiti ze ściany także potrafi zdrapać...
